|
W
swojej książce Process consultation[1]Edgar
Schein zawarł historię Apex Manufacturing Company, aby wyjaśnić kolejne
kroki i procedury zadania przy wykorzystaniu podejścia konsultingu
procesowego.
1.
WSTĘPNY KONTAKT Z KLIENTEM I ZDEFINIOWANIE RELACJI
Osobą kontaktową klienta z Apex Manufacturing Company był menedżer
oddziału, w hierarchii jeden szczebel niżej od prezesa. Firma to duży
koncert wytwórczy, złożony z kilku oddziałów. Przedstawiciel klienta
zaznaczył, że na wyższym szczeblu kierowniczym istnieją problemy
komunikacyjne wynikające z niedawnej reorganizacji. Ponieważ firma chciała
się gwałtownie rozwijać w ciągu następnych kilku lat, praca nad tym
problemem powinna się zacząć już teraz.
Przedstawiciel klienta mówił otwarcie o swoich obawach, o tym, że prezes
potrzebuje pomocy w radzeniu sobie z określonymi ludźmi, podzielił się
spostrzeżeniem, że prezes i jego najważniejsi podwładni nie mieli ze sobą
dobrych kontaktów, oraz zaznaczył, że niedawna historia firmy sugeruje
potrzebę jakiejś siły stabilizującej w organizacji. Zapytałem rozmówcę,
czy prezes wiedział, że zwrócił się do mnie, i co myśli o sprowadzeniu do
organizacji konsultanta. Przedstawiciel klienta stwierdził, że zarówno
prezes, jak i inni członkowie zarządu popierają ideę sprowadzenia kogoś,
kto mógłby z nimi pracować. Wszyscy dostrzegali potrzebę pomocy z
zewnątrz.
W końcu, po wielu miesiącach pracy z prezesem i jego sześcioma
najważniejszymi podwładnymi, doszedłem do punktu, w którym wszyscy zaczęli
mnie postrzegać jako potencjalnie pożyteczne połączenie komunikacyjne.
Prosili mnie dość szczerze, bym donosił im na temat reakcji i odczuć
innych za każdym razem, gdy dowiem się czegoś, co uważałbym za wskazane
przekazać dalej. Jednocześnie byli dość otwarci w stosunku do mnie na swój
własny temat, wiedząc, że mogę przekazać dalej wszystkie opinie i reakcje,
które wygłaszali w mojej obecności. Nie chcieli, abym traktował wszystkie
informacje jako poufne, ponieważ ufali mi i sobie wzajemnie w dostatecznym
stopniu.
Przypadek ten bardzo mnie interesował, ponieważ czułem, że pełnienie roli
nośnika tego typu informacji nie było dla mnie idealną rolą i
odzwierciedlał jednocześnie niedostateczną zdolność z ich strony do
rozmawiania ze sobą bezpośrednio. Przyjąłem dwa kierunki działania. Po
pierwsze, próbowałem w jak największym stopniu nauczyć każdego z mężczyzn,
aby bezpośrednio mówił innym, co myśli na temat danej kwestii.
Równocześnie interweniowałem bezpośrednio w ten proces, przekazując
informacje i opinie, kiedy uważałem, że pomoże to sytuacji.
Proste, ale ważne wydarzenie pomoże mi zilustrować, co mam na myśli. Dwaj
członkowie zarządu, Pete i Joe, nie zawsze swobodnie komunikowali się ze
sobą, częściowo z powodu ich odwiecznego współzawodnictwa. Pete zakończył
jakieś studium i napisał raport, który miał być omówiony przez całą grupę.
Trzy dni przed dostarczeniem raportu odwiedziłem firmę i zatrzymałem się w
biurze Pete’a, aby porozmawiać z nim na temat raportu i zapytać, co
słychać w tej kwestii. Powiedział, że wszystko w porządku, ale był
szczerze zaniepokojony, dlaczego Joe nie przyszedł do niego, by przejrzeć
dodatkowe dane odnoszące się do jego funkcji. Pete czuł, że jest to
kolejny przejaw braku szacunku ze strony Joe’ego.
Jakąś godzinę później pracowałem z Joe’em i wspomniałem o raporcie Pete’a.
Joe i jego współpracownicy byli bardzo zajęci przygotowywaniem się do
spotkania, nikt jednak nie wspomniał o dodatkowych danych, które można by
przejrzeć. Kiedy zapytałem Joe’ego, dlaczego nie zrobił nic w kwestii tych
danych, powiedział, że był pewien, iż dane te były prywatne i że Pete by
ich nie ujawnił. Joe chciał je zobaczyć, ale był w stu procentach pewien,
że Pete celowo ich nie zaoferował. Zdecydowałem, że nie zaszkodzę w
niczym, jeśli zainterweniuję w tym momencie, mówiąc Joe’emu, jak czuł się
Pete. Joe zdziwił się bardzo; tego samego dnia poszedł do Pete’a, ten
przywitał go serdecznie i udostępnił mu trzy tomy danych, których Joe nie
mógł się doczekać, a które Pete bardzo chciał mu pokazać. Musiałem bardzo
poważnie zastanowić się i ocenić, czy nie zranię uczuć albo Pete’a albo
Joe’ego. W tym przypadku zdecydowałem, że potencjalny zysk przewyższał
ryzyko.
Wracając do ustalenia odpowiednich oczekiwań ze strony firmy, muszę
powiedzieć jasno, że nie będę odgrywał roli eksperta w zakresie relacji
międzyludzkich, spróbuję jednak rozwiązać problemy tej grupy, proponując
pewne możliwości wyboru oraz pomagając jej członkom myśleć przez pryzmat
konsekwencji tych wyborów. Muszę również podkreślić moje oczekiwanie, że
zbiorę dane, obserwując ludzi w działaniu, a nie za pomocą wywiadów czy
innych metod przeglądu (aczkolwiek skorzystałbym z nich w odpowiedniej ku
temu sytuacji). Poza tym muszę zaznaczyć, że nie będę bardzo aktywny, ale
będę komentował moje obserwacje, kiedy uznam, że wynikną z tego korzyści
dla grupy.
Fakt mojej niewielkiej aktywności będzie stanowił problem dla grupy,
ponieważ oczekiwania jej członków opierają się na przekonaniu, że wynajęli
konsultanta, więc są upoważnieni do wygodnego siedzenia i słuchania, co on
ma im do powiedzenia. Konsultant, który siedzi godzinami i słucha grupy,
ale mówi bardzo mało, nie tylko burzy te oczekiwania, lecz budzi pewien
niepokój i zastanowienie. W im większym stopniu uda mi się przekonać grupę
na początku, że nie zbieram osobistych informacji, których charakter
mógłby być dla nich potencjalnie szkodliwy, tym bardziej gładko będę mógł
przejść przez etap obserwacji.
Podsumowując, część wstępnych kontaktów z klientem i jego partnerami
zaangażowanymi w projekt ma na celu zawarcie formalnego i psychologicznego
kontraktu. Uważam, że nie powinny istnieć żadne formalne kontrakty poza
umową dotyczącą dziennej stawki oraz potencjalnej liczby dni poświęconych
na pracę z systemem klienta. Każda strona powinna móc w dowolnym momencie
zakończyć współpracę lub zmienić poziom zaangażowania. Na poziomie
kontraktu psychologicznego bardzo istotne jest wydobycie na światło
dzienne największej możliwej liczby błędnych koncepcji oraz podjęcie próby
wyrażenia w możliwie najjaśniejszy sposób informacji na temat mojego stylu
pracy, celów, metod itp.
2. METODA
PRACY
Metoda pracy wybrana dla danego zadania powinna być tak spójna, jak to
tylko możliwe, z wartościami leżącymi u podstaw procesu konsultacji.
Dlatego obserwacje, formalne wywiady oraz grupowe dyskusje byłyby spójne
z:
(1)
koncepcją, że konsultant nie posiada gotowych odpowiedzi na wszystkie
pytania i standardowych rozwiązań typowych dla „eksperta”;
(2)
koncepcją, że konsultant powinien być maksymalnie dostępny dla celów
zadawania pytań i komunikacji dwustronnej.
Jeśli konsultant wykorzystuje kwestionariusze lub przeglądy, sam pozostaje
dla respondenta czynnikiem nieznanym. Dopóki pozostaje nieznany,
respondent nie może mu tak naprawdę ufać, a więc nie może odpowiedzieć na
jego pytania zupełnie szczerze. Wybrana metoda pracy powinna maksymalnie
ujawniać i odkrywać konsultanta, czyniąc go dostępnym dla interakcji.
Bardzo często decyduję się na rozpoczęcie projektu konsultingowego od
pewnej liczby rozmów, ale celem tych wywiadów jest nie tyle gromadzenie
danych, ile ustalenie relacji między ludźmi, którzy później będą
obserwowani. Wywiad ma na celu ukazanie mnie w tym samym stopniu,
co nauczenie się czegoś o innej osobie. Ja rozważam wykorzystanie
kwestionariuszy jedynie, kiedy jestem już dostatecznie znany w
organizacji, aby mieć pewność, że ludzie ufają mi dostatecznie, i udzielą
mi bezpośrednich i szczerych odpowiedzi na pytania.
W Apex Company wstępne spotkania doprowadziły do decyzji uczestnictwa w
regularnych spotkaniach komisji zarządu. W tamtym czasie miałem spotkać
się z prezesem i innymi kluczowymi członkami zarządu, aby przedyskutować
bardziej szczegółowo, co powinno i mogłoby być zrobione. W trakcie
spotkania wyczułem ożywione zainteresowanie obecnością kogoś z zewnątrz,
kto mógłby pomóc grupie i organizacji osiągnąć większą efektywność.
Czułem, że grupa chce nawiązać otwarty kontakt. Udzieliłem im tyle
wyjaśnień, ile byłem w stanie, na temat mojej filozofii i konsultacji
procesowych i zasugerowałem, że dobrym sposobem na bliższe poznanie się
będą indywidualne rozmowy z każdym członkiem grupy. Dodałem jednocześnie,
że będę brał udział w cotygodniowych, trwających pół dnia spotkaniach
komisji zarządu. Rozmowy indywidualne miały odbyć się po paru takich
spotkaniach.
Na pierwszym spotkaniu z grupą zaobserwowałem kilka istotnych wydarzeń. Na
przykład prezes, Alex, miał bardzo nieformalny sposób bycia, ale i ogromną
władzę. Na początku odczułem, że związki każdego członka zespołu z
prezesem będą kluczowym aspektem problemu (co później się potwierdziło),
natomiast ich wzajemne relacje wydawały się mniej ważne. Odniosłem
wrażenie, że Alex był bardzo pewną siebie osobą, która będzie tolerować
moją obecność tak długo, jak długo będzie dostrzegała jej wartość; nie
miałby trudności z konfrontacją ze mną i przerwaniem naszej współpracy,
gdyby moja obecność przestała mieć dla niego znaczenie.
Istotny był także fakt, który później okazał się wyznacznikiem jego stylu
zarządzania, że Alex nie odczuwał potrzeby spotkania się ze mną sam na
sam. Od początku był zadowolony, że ma ze mną do czynienia w ramach grupy.
Pod koniec wstępnego spotkania zażyczyłem sobie prywatnej rozmowy z nim,
aby wyjaśnić, czy obaj rozumiemy kontrakt psychologiczny, na który się
decydujemy. Podczas tego osobistego spotkania Alex czuł się
niespodziewanie nieswojo, nie miał zbyt wiele do powiedzenia oraz nie
wykazywał zainteresowania moim poglądem na temat relacji, jakie mieliśmy
nawiązać. Chciałem tej osobistej konfrontacji, ponieważ zamierzałem
sprawdzić reakcję prezesa na informacje zwrotne dotyczące jego zachowania
Powiedział, że chętnie usłyszy tego typu informacje, i nie wyraził żadnego
zainteresowania tą kwestią. Jak miałem się później przekonać, było to
odzwierciedleniem jego bardzo silnego poczucia władzy oraz tożsamości.
Alex uważał, że zna siebie bardzo dobrze, i nie był ani trochę
przestraszony wizją informacji zwrotnych.
Częścią wstępnego założenia była pomoc grupie w relacjach z prezesem.
Podczas rozmów, które przeprowadziłem z członkami grupy, skoncentrowałem
się na sprawach, które dobrze układały się we wzajemnych relacjach, na
tym, co się nie udawało, na sposobie, w jaki relacje z prezesem były
związane z wynikami pracy, oraz na tym, jak członkowie grupy chcieliby
zmienić te relacje itp. Nie posiadałem formalnego harmonogramu rozmów,
prowadziłem raczej luźną dyskusję z każdym członkiem grupy na temat
kwestii, o których wspomniałem wyżej.
INTERWENCJA KONSULTANTA
W Apex Company zorientowałem się, że dyrektor finansowy
konsekwentnie stawiał menedżerów operacyjnych w niekomfortowej sytuacji,
prezentując informacje finansowe w sposób nieświadomie groźny. Chciał być
pomocny i czuł, że wszyscy potrzebują informacji, które miał do
zaoferowania, ale często wyglądało to jak wydawanie wyroku na jednego z
pozostałych menedżerów; jego koszty były za wysokie, kontrola zapasów
nieodpowiednia, zbyt poważnie przekroczył budżet itp. Poza tym informacje
te najczęściej były ujawniane na spotkaniu po raz pierwszy, więc dany
menedżer operacyjny nie był o tym uprzedzony i nie miał możliwości
przemyślenia, dlaczego pewne kwestie wyglądały niezbyt dobrze. W
rezultacie bardzo często wywiązywała się bezproduktywna dyskusja na temat
ważności tych danych, ujawniał się wysoki stopień defensywności ze strony
menedżera operacyjnego oraz irytacja ze strony prezesa spowodowana tym, że
menedżerowie nie umieli bardziej efektywnie porozumiewać się z dyrektorem
finansowym.
Obserwując powtarzanie się tego procesu regularnie przez kilka
tygodni, zdecydowałem, że samo zwrócenie uwagi na ten schemat nie rozwiąże
problemu, ponieważ każdy z uczestników tej sytuacji zdawał się kierować
konstruktywnymi intencjami. Grupa potrzebowała innego sposobu myślenia na
temat wykorzystania informacji z zakresu kontroli finansowej. Dlatego
przygotowałem memorandum na temat systemu kontroli i rozdałem je grupie
(patrz: podrozdział 5).
Kiedy zostało to poddane pod dyskusję na późniejszym
spotkaniu, występowałem z lepszej pozycji jako obserwator grupy, ponieważ
zaproponowałem konkretną możliwość wyboru. Miałem uczucie, że nie byłbym w
stanie z powodzeniem przekazać im tej teorii ustnie z powodu napięcia,
jakie zawsze wywoływała ta kwestia, oraz dlatego, że członkowie grupy byli
ludźmi bardzo aktywnymi, którzy chcieliby dyskutować nad każdym punktem
oddzielnie, a tym samym utrudniliby mi przekazanie im całej wiadomości.
Podczas pracy z grupą Apex zdałem sobie sprawę, że „teoria
memorandum” jest wygodnym i efektywnym sposobem komunikacji. W trakcie
współpracy z innymi grupami korzystałem raczej z innych wzorców. Na
przykład jeśli grupa postanawia pół dnia pracować nad procesami grupowymi,
staram się wygospodarować dla siebie pół godziny w środku sesji (lub pod
koniec), by przedstawić elementy teorii, które uważam za odpowiednie w
danym przypadku. Nie wybieram zwykle tematów, zanim nie przeprowadzę
obserwacji konkretnych napięć, które istnieją w grupie. Dlatego zawsze
muszę być przygotowany do zaprezentowania opinii i teorii na temat każdej
dowolnej kwestii.
Inną metodą przybliżania teorii jest kserowanie odpowiednich
artykułów i udostępnianie ich członkom grupy w określonym czasie. Często
zdarza się, że wiem o istnieniu dobrego opracowania, które wydaje się
pasować do tego, nad czym aktualnie pracuje grupa. Jeśli zasugeruję
zapoznanie się z takim artykułem, wymogę również w ten sposób na grupie
poświęcenie pewnego czasu w trakcie spotkania na przedyskutowanie jego
treści.
Kluczowym kryterium doboru teorii jest fakt, że musi być ona
odpowiednio związana z tym, co grupa już powoli zaczyna uważać za problem.
Nie zyska się wiele, dostarczając grupie „ważną” teorię, w stosunku do
której członkowie grupy nie dysponują żadnymi punktami odniesienia. Z
drugiej strony, jestem zawsze zdumiony gwałtowną chęcią grupy, która
uporała się z daną kwestią we własny sposób, do skorzystania z gotowej,
przedstawionej jej teorii.
Interwencje polegające na ustalaniu planu spotkań czytelnik
może uznać za działania na naprawdę niskim poziomie i o bardzo niskim
potencjale. Ale zdumiewające są trudności, jakie grupa napotyka w kwestii
prostych spraw związanych z ustalaniem planu spotkania. W pewien sposób
niezdolność członków grupy do ustalenia konstruktywnego porządku spotkania
jest symbolem innych trudności, które trudniej zaobserwować. Jeśli grupa
może zacząć pracować nad porządkiem swoich spotkań, otwiera to drzwi do
innych dyskusji procesowych. Pozwolę sobie podać przykłady działania tego
podejścia.
W Apex Company przez kilka miesięcy uczestniczyłem w
spotkaniach członków zarządu. Szybko uświadomiłem sobie, że grupa ta miała
bardzo luźny sposób funkcjonowania: ludzie zabierali głos, kiedy mieli na
to ochotę, zagadnienia były dogłębnie dyskutowane, konflikty konfrontowane
zgoła otwarcie, a członkowie czuli się nieskrępowani w kwestii brania w
nich udziału. Ten rodzaj atmosfery wydawał się konstruktywny, był jednak
również źródłem problemów. Bez względu na to, jak niewiele punktów ujęto w
porządku obrad, grupa nigdy nie była w stanie zakończyć swoich prac. Lista
nie załatwionych spraw robiła się coraz dłuższa, a frustracja grupy
intensyfikowała się proporcjonalnie do tych zaległości. Grupa zareagowała,
próbując pracować ciężej. Zaplanowała większą liczbę spotkań i próbowała
załatwić więcej spraw na jednym spotkaniu, ale bez powodzenia. Uwagi na
temat braku efektywności grupy, zbyt wielu spotkań itp. stawały się coraz
częstsze.
Moja diagnoza brzmiała, że grupa była zbyt obciążona. Porządek
spotkań zawierał zbyt wiele tematów, próbowano podejmować zbyt wiele
kwestii podczas jednego spotkania, a porządek zebrań był mieszanką
problemów operacyjnych i politycznych bez zastanawiania się przez grupę,
że kwestie tego typu wymagały dwóch oddzielnych spotkań. Zasugerowałem
grupie, że wydaje się przeciążona i że powinniśmy porozmawiać, jak
opracować plan jej następnego spotkania. Sugestia została przyjęta po
półgodzinnej dyskusji. Z moją pomocą zadecydowano następnie, że zestawy
problemów zostaną posortowane na kilka kategorii oraz że niektóre
spotkania będą miały charakter wyłącznie operacyjny, a inne ściśle
polityczny. Spotkania operacyjne będą prowadzone bardziej zwięźle a tym
samym powinny okazać się skuteczniejsze. Zagadnienia natury politycznej
będą omawiane dogłębnie.
W momencie gdy grupa dokonała tego rozróżnienia i zrozumiała,
że może funkcjonować inaczej na różnych spotkaniach, członkowie grupy
zdecydowali, że będą spotykać się raz w miesiącu na cały dzień. W ciągu
tego dnia podejmą jeden lub dwa tematy i przedyskutują je dogłębnie. Grupa
przyjęła moją sugestię, aby spotkania odbywały się z dala od biura.
Zmieniając zasady odbywania spotkań, grupa odniosła sukces w
zakresie zmiany całego schematu swojego funkcjonowania. Zmiany te
doprowadziły także do przedefiniowania mojej roli. Prezes zdecydował, że
powinienem przestać pojawiać się na spotkaniach operacyjnych, natomiast
powinienem spróbować aktywniej uczestniczyć w comiesięcznych spotkaniach
całodziennych. Zdeklarował się, że zawsze zarezerwuje czas na wysłuchanie
jakiejkolwiek teorii, którą chciałbym przedstawić, oraz na procesową
analizę spotkań. Poprzednio niechętnie poświęcał czas na prace procesowe,
teraz jednak sam chętnie to zaproponował.
Całodzienne spotkania zmieniły atmosferę panującą w grupie. Po
pierwsze, łatwiej było nawiązać ścisłe nieformalne kontakty z innymi
członkami grupy podczas przerw i posiłków. Ludzie ci mieli teraz dużo
więcej czasu, toteż rzeczywiście uwierzyli, że mogą poradzić sobie z
konfliktami i nie muszą zostawiać nie załatwionych spraw w zawieszeniu.
Miałem wrażenie, że poznali się lepiej oraz zaczęli nieco bardziej sobie
ufać; zdarzało się nawet, że wymieniali między sobą osobiste
spostrzeżenia. To poczucie swobody spowodowało, że wszyscy stali się
bardziej zrelaksowani i gotowi do odrzucenia osobistych zahamowań i
przekazywania dokładnych informacji. Postawa defensywności i
powstrzymywania się od komentarzy nie była już tak wszechobecna.
Po około roku, grupa postanowiła dość spontanicznie zastosować
metodę konfrontacyjnej informacji zwrotnej. Byliśmy na jednym z typowych
miesięcznych spotkań. Prezes oznajmił, że uważa, iż każdy członek grupy
powinien powiedzieć innym, co uznaje za ich słabe i mocne strony. Poprosił
mnie o zaprojektowanie formy dyskusji. Przede wszystkim zapytałem więc
członków grupy, czy rzeczywiście chcieliby spróbować tego typu
konfrontacji. Uzyskałem zdecydowanie pozytywną reakcję, więc przystąpiłem
do działań.
Forma, jaką zasugerowałem, była wynikiem moich obserwacji
członków grupy. Zauważyłem, że kiedykolwiek ktoś skomentował coś na temat
kogoś innego, pojawiała się silna tendencja do odpowiadania i
koncentrowania się na pierwszym poczynionym komentarzu. W ten sposób
odcinało się dostęp do dalszych informacji zwrotnych. W celu rozwiązania
tego problemu zaproponowałem, aby grupa omawiała wszystkich po kolei, po
jednej osobie, a podstawową zasadą, jaką grupa miała przyjąć, było
założenie, że osoba, którą opisywano, nie odezwie się do momentu, aż
wszyscy członkowie grupy będą mieli szansę wypowiedzieć się na jej temat.
W ten sposób będzie ona zmuszona słuchać. Zasada została przyjęta, a mi
przydzielono rolę monitorowania grupy, aby upewnić się, że proces
przebiega tak, jak było zamierzone.
Przez następnych kilka godzin grupa dokonała bardzo
szczegółowej i odkrywczej analizy każdego członka grupy, jego stylu
zarządzania i zachowań interpersonalnych, łącznie z prezesem. Zachęcałem
członków, by dyskutowali zarówno na temat negatywnych, jak i pozytywnych
cech danej osoby. Odgrywałem także kluczową rolę w zmuszaniu ludzi do
wygłaszania bardzo konkretnych komentarzy. Żądałem przykładów i wyjaśnień
i generalnie zadawałem pytania, które uważałem, że słuchacz ma na myśli w
miarę, jak próbuje zrozumieć wszystkie te informacje zwrotne. Dodawałem
również własne informacje zwrotne, powstałe na podstawie obserwacji
zachowań danej osoby. Na początku grupie nie było łatwo ani udzielać, ani
przyjmować informacji zwrotnych, ale wraz z upływem czasu dyskusja stawała
się coraz bardziej efektywna.
Ogólne ćwiczenie z konfrontacji zostało określone jako sukces
zarówno w czasie jego przeprowadzenia, jak i po kilku miesiącach.
Pogłębiło relacje, ujawniło chroniczne problemy, nad którymi teraz można
było pracować, oraz dało każdemu członkowi grupy wiele tematów do
przemyśleń w kontekście swoich postaw i zachowań. Należy zauważyć, że
grupa zrobiła to spontanicznie po wielu miesiącach spotkań organizowanych
wokół konkretnych tematów. Nie jestem pewien, czy poradziłaby sobie z
informacją zwrotną, gdyby została zmuszona do zastosowania tej taktyki
wcześniej, nim do tego dojrzała.
W tym przypadku moja interwencja polegała bardziej na pomocy
grupie w przejściu od chaotycznych spotkań do zróżnicowanego,
zorganizowanego schematu. W końcu grupa spędzała na spotkaniach więcej
czasu niż poprzednio, ale mniej się temu sprzeciwiała, jako że spotkania
były teraz bardziej produktywne.
SYSTEMY
INFORMACJI ZWROTNYCH DLA GRUP I JEDNOSTEK
Po zapoznaniu się z grupą członków zarządu w trakcie kilku
spotkań grupowych zasugerowałem, że pożyteczne byłoby porozmawianie i
udzielenie informacji zwrotnych w stosunku do następnego poziomu poniżej
wiceprezesa. Grupa seniorów zastanawiała się jedynie, czy na tym poziomie
nie wystąpi problem moralny. Wstępnie zostałem poproszony o dokonanie
przeglądu na podstawie rozmów i przedstawienie raportu grupie. Odmówiłem
przyjęcia tego podejścia z powodów wspomnianych już uprzednio: gromadzenie
danych w celu złożenia raportu grupie wyższej w hierarchii zrujnowałoby
założenie konsultingu procesowego, ponieważ nie polegałoby na analizie
procesów u źródła tych danych. Zasugerowałem w zamian, że przeprowadzę
rozmowy z założeniem, iż moje konkluzje przedstawię najpierw grupie
będącej uczestnikiem rozmów, a zarządowi jedynie te aspekty, które grupa
niżej usytuowana w hierarchii uzna za istotne.
[2]
Grupa musiałaby najpierw posortować elementy i zdecydować, którymi
kwestiami może zająć się sama, a które należy zgłosić wyżej, ponieważ są
one przedmiotem kontroli wyższego szczebla. Prawdziwa wartość informacji
zwrotnej powinna zostać dostarczona grupie, która wstępnie zapewniła dane;
powinna ona zostać włączona w analizę spraw, które poruszyła, oraz
zastanowić się, co może zdziałać we własnym zakresie.
Wspomniana powyżej procedura została zaakceptowana przez
zarząd. Jeden z wiceprezesów wysłał memorandum do wszystkich członków
organizacji, którzy mieli brać udział w programie rozmów, informując ich o
procedurze, jego zaangażowaniu w program, oraz nadziei, że będą chcieli w
nim uczestniczyć. Następnie ja poczyniłem kroki w kierunku umówienia
indywidualnych spotkań. Na wstępnym spotkaniu poruszałem kwestię źródła
pomysłu, zapewniałem rozmówcę, że jego indywidualne odpowiedzi będą
całkowicie poufne, mówiłem mu, że będę podsumowywał dane dla każdego
działu, że będzie mógł zobaczyć raport grupowy i przedyskutować go, zanim
jakiekolwiek informacje zwrotne zostaną przekazane jego szefowi lub
zarządowi.
W trakcie rozmowy prosiłem każdą z osób o opis swojej pracy,
jej głównych plusów i minusów, opis swoich relacji z innymi grupami,
odczuć na temat określonych czynników takich, jak wyzwania, autonomia,
nadzór, udogodnienia, pensja i świadczenia itp. Później podsumowałem
rozmowy w formie raportu, w którym próbowałem zwrócić uwagę na wspólne
dziedziny problemowe.
Wszyscy respondenci zostali następnie zaproszeni na spotkanie
grupowe, na którym rozdałem podsumowania, wyjaśniłem, że celem spotkania
jest analiza danych, rozwinięcie lub usunięcie pewnych fragmentów oraz
ustalenie, które dziedziny problemowe mogą zostać rozpatrzone i rozwiązane
przez samą grupę. Następnie przeszliśmy po kolei przez wszystkie pozycje
podsumowania, dyskutując w miarę potrzeby na temat określonych kwestii.
Największą korzyścią spotkania grupowego było przedstawienie
respondentom w sposób systematyczny kwestii interpersonalnych lub
grupowych. Dla wielu z nich to, co uważali za osobiste spostrzeżenia,
okazało się problemami organizacyjnymi, z którymi być może będą w stanie
sobie poradzić. Nastawienie pod hasłem „zarząd rozwiąże nasze problemy”
zostało zastąpione punktem widzenia, który rozróżniał problemy wewnątrz
grupy, problemy między grupami oraz problemy leżące w granicach
odpowiedzialności zarządu. Respondenci nie tylko zyskali więcej informacji
na temat psychologii organizacyjnej, ale również pozytywnie zareagowali na
sam proces gromadzenia danych. Dla nich było to symbolem zainteresowania
zarządu ich sprawami oraz troski o rozwiązanie problemów organizacji.
Reakcje tego typu są charakterystyczne także dla innych grup, z którymi
próbowałem tego podejścia.
Po spotkaniu grupowym zmodyfikowane podsumowanie zostało
dostarczone zarządowi w niektórych przypadkach indywidualnie, w niektórych
na forum grupy. Moje własne preferencje skłaniały mnie do przekazania tych
danych najpierw poszczególnym członkom zarządu, aby zapewnić maksymalną
możliwość wyjaśnienia wszystkich punktów, a następnie do przejścia do
dyskusji grupowej na temat implikacji danych ujawnionych w rozmowach. Tam,
gdzie zaangażowany był bezpośredni zwierzchnik grupy, często uzupełniałem
raport grupowy raportem indywidualnym, który podsumowywał wszystkie
komentarze respondentów na temat słabych i mocnych stron stylu zarządzania
zwierzchnika. Tego typu informacje zwrotne zwykle miewają dużą wartość dla
menedżera, powinny być jednak dostarczane tylko, gdy menedżer poprosi o
tego typu informację zwrotną.
Podczas udzielania informacji zwrotnych, grupowo i
indywidualnie, z podsumowania rozmów moją rolą było zapewnienie
zrozumienia danych i doprowadzenie do ich zaakceptowania, tak aby można
było natychmiast przedsięwziąć działania naprawcze. W momencie pojawienia
się oczekiwań, że zarząd coś zrobi, istnieje poważne ryzyko obniżenia
morale, gdy okaże się, że raport jest jedynie czytany, a nie są wykonywane
żadne działania z nim związane. Zadaniem konsultanta jest oczywiście
upewnienie się, czy zarząd przedstawi tego typu deklarację oraz czy
członkowie zarządu rozumieją, że w momencie zakończenia rozmów wystąpi
konieczność działania. Jeśli zarząd chce wyłącznie informacji (bez chęci
zrobienia czegokolwiek), konsultant procesowy nie powinien w ogóle
przeprowadzać rozmów. Zbyt wielkie jest niebezpieczeństwo, że zarządowi
nie spodoba się to, co usłyszy, i że powstrzyma on wszelkie wysiłki; tego
typu sytuacja prowadziłaby jedynie do upadku morale.
Wyniki rozmów (lub kwestionariuszy) niekoniecznie muszą
wychodzić poza ramy grupy, która jest nimi zainteresowana. Jedną z
najprostszych i najbardziej pomocnych rzeczy, jaką może zrobić grupa, aby
poprawić własne funkcjonowanie, jest poproszenie konsultanta o odbycie
indywidualnych rozmów ze wszystkimi, a następnie dostarczenie grupie
podsumowującego raportu z tych rozmów. W ten sposób podaje się do
wiadomości publicznej wszystkie dane bez ryzyka osobistego narażenia się
jednostki, która czuje, że dane zebrane na jej temat są rujnujące oraz że
analiza tego typu danych doprowadzi do wniosków zbyt krytycznych w
stosunku do niej.
Udzielanie indywidualnych informacji zwrotnych może być
zilustrowane kilkoma przykładami. W Apex Company spotkałem się z każdym
wiceprezesem, którego grupę przepytałem na rozmowach, i oddałem mu listę
komentarzy, które zostały poczynione na temat jego stylu zarządzania.
Znałem każdego z nich dobrze i czułem, że będą w stanie zaakceptować
rodzaj komentarzy, jakie pojawiały się na spotkaniach. W każdym przypadku
przewidzieliśmy przynajmniej godzinną sesję, tak abyśmy mogli porozmawiać
szczegółowo na temat aspektów, które były niejasne lub budziły obawy.
Dyskusje te przekształcały się zwykle w sesje doradcze mające
na celu pomoc jednostce w przezwyciężeniu określonych negatywnych skutków
informacji przekazanych w postaci informacji zwrotnych. Ponieważ
wiedziałem, że to ja będę prowadził tego typu sesje, starałem się nakłonić
każdego z rozmówców do mówienia jak najwięcej na temat stylu swojego szefa
oraz tego, czy styl ten podobał mu się czy nie. W przypadkach, gdy szef
był efektywnym menedżerem, odkryłem tendencję podwładnych do czynienia
jedynie kilku mglistych generalnych komentarzy, co do których wiedziałem,
że nie będą pożyteczne jako informacja zwrotna. Podczas próby doszukania
się konkretnych przykładów lub opisów możliwe było zidentyfikowanie w
sposób dokładny, które poczynania szefa podobały się jego podwładnym, a
które nie.
PRZEKAZYWANIE SUGESTII
Konsultant musi wyjaśnić od samego początku, że nie proponuje
żadnego rozwiązania, które uważa za najlepsze. Bez względu na to, jak
frustrujące jest to dla klienta, konsultant procesowy musi starać się od
początku wypracować sytuację, w której wspierana jest zdolność klienta
do wygenerowania własnego rozwiązania. Konsultant chce podnieść
zdolność klienta do rozwiązania problemu, a nie rozwiązać jakikolwiek
problem.
W moich doświadczeniach pojawiła się tylko jedna klasa
wyjątków od powyższej „zasady”. Jeśli klient chce zorganizować jakieś
spotkanie konkretnie w celu pracowania nad problemami organizacyjnymi lub
interpersonalnymi lub też chce zaprojektować metodę gromadzenia danych,
wtedy konsultant rzeczywiście dysponuje wiedzą, którą powinien klientowi
udostępnić. Z własnego doświadczenia zna lepiej wszystkie zalety i wady
rozmów lub kwestionariuszy: wie, jakie pytania zadać, jak pogrupować dane,
jak zorganizować spotkania w celu wymiany informacji zwrotnych. Lepiej zna
sekwencję wydarzeń prowadzących do dobrej dyskusji na temat procesów
interpersonalnych w komisji. W takich przypadkach jestem dość bezpośredni
i odnoszę się pozytywnie do sugerowania procedur ludziom, których powinny
one obejmować, proponowania, co należy komu powiedzieć oraz w jaki sposób
radzić sobie z ludźmi biorącymi udział w całym projekcie.
Pamiętam na przykład, że w Apex Company prezes zdecydował się
na jednym z całodniowych spotkań spróbować udzielić informacji zwrotnej
wszystkim członkom grupy. Poprosił mnie, abym zasugerował procedurę. Nie
byłem wówczas wcale niechętny do zasugerowania odpowiedniej procedury,
która pozwoliłaby na pozytywne przeprowadzenie tego ćwiczenia. Podobnie
kiedy zaproponowano rozmowy ze wszystkimi członkami departamentu,
zasugerowałem dokładnie, jaką należy przyjąć procedurę postępowania;
wyjaśniłem, że wszyscy członkowie muszą zostać poinstruowani przez
menedżera departamentu, iż trzeba będzie zorganizować spotkanie grupowe w
celu wymiany informacji zwrotnych itd. Nie wahałem się odmówić
zaprojektowania kwestionariusza, jeżeli nie uważałem tego za odpowiednią
procedurę, czy też zorganizowania spotkania na temat procesów
interpersonalnych, jeśli uważałem, że grupa nie jest na to gotowa.
Podsumowując, konsultant procesowy nie powinien powstrzymywać
się od przedstawienia ekspertyzy w kwestiach samego procesu uczenia się;
powinien jednak bardzo uważać, by nie pomylić doradzania w zakresie
pomocy organizacji w nauce z doradzaniem w zakresie
konkretnych problemów z zarządzaniem, które firma próbuje rozwiązać.
Ta sama logika stosuje się do oceny poszczególnych osób; w żadnych
okolicznościach nie pokuszę się o ocenę zdolności danej osoby w zakresie
zarządzania lub rozwiązywania problemów związanych z pracą; ocenię
gotowość danej osoby do uczestnictwa w przeglądzie swojej grupy lub w
spotkaniu dotyczącym informacji zwrotnych. Jeśli uznam, że jej obecność
mogłaby zaszkodzić określonym celom, które organizacja próbuje osiągnąć,
będę szukać rozwiązania, które pozwoli mi uniknąć zaangażowania danej
osoby. Bardzo często są to trudne decyzje i trudne osądy, ale konsultant
procesowy nie może ich ignorować, jeśli uważa ogólny dobry stan
organizacji za swój podstawowy cel. Musi jednak zawsze postępować
uczciwie zarówno w stosunku do jednostki, jak i do organizacji. Jeżeli nie
można znaleźć sposobu postępowania bez krzywdzenia którejkolwiek ze stron,
prawdopodobnie należy odłożyć cały projekt na później.
3. OCENA
REZULTATÓW
W ciągu pierwszego roku zaszły znaczne zmiany systemu wartości i nastąpił
istotny wzrost umiejętności. W tym okresie dużo czasu poświęcałem na dwa
podstawowe działania: (1) branie udziału w różnych spotkaniach grupy
członków zarządu i (2) przeprowadzanie rozmów i przeglądów informacji
zwrotnej wśród różnych kluczowych grup, kiedy menedżerowie decydowali, że
chcą, aby tego typu przegląd był przeprowadzony. Poza tym były momenty
indywidualnego doradztwa, zwykle w rezultacie ujawnienia danych
zaczerpniętych z rozmów.
Podałem już przykłady rodzaju konkretnych działań, które podjęto podczas
spotkań grupy, rozmów czy sesji informacji zwrotnej. Stawało się jasne, że
wraz z rosnącym doświadczeniem grupa uczyła się dostosowywać do własnych
wewnętrznych procesów (umiejętność), zaczynała zwracać na nie więcej uwagi
i poświęcać im więcej czasu na spotkaniach, analizując uczucia i
wydarzenia interpersonalne (zmiana wartości), była również w stanie
zarządzać własnym planem spotkań i diagnozować go bez mojej obecności
(umiejętność). Grupa odkryła to po raz pierwszy, kiedy była zmuszona
przeprowadzić jedno z całodniowych spotkań pod moją nieobecność. Spotkania
tego typu zwykle były poświęcone w całości kwestiom związanym z pracą,
grupa jednak odkryła, że nawet kiedy mnie tam nie było, dyskutowała
procesy interpersonalne. Sami członkowie opisywali tę zmianę jako zmianę
„klimatu”. Grupa czuła się bardziej otwarta i efektywna. Członkowie grupy
uznali, że mogą sobie bardziej ufać. Informacje przepływały swobodniej,
mniej czasu marnowano na nieskuteczną komunikację i rozgrywki polityczne.
Podczas drugiego roku moje zaangażowanie zostało znacznie zredukowane,
mimo iż wciąż pracowałem w ramach określonych projektów. Firma ustanowiła
komisję, w celu opracowania programu rozwoju zarządzania. Po kilku
spotkaniach stało się dla mnie jasne, że program, jakiego potrzebowała
grupa, nie powinien być zbyt precyzyjnie określony. Problemy różnych
menedżerów były dostatecznie różne, aby niezbędne było wynalezienie
formuły pozwalającej na omawianie szerokiej gamy zagadnień. Jednym z
objawów zmiany wartości, która nastąpiła w menedżerach, było uznanie przez
nich faktu, że muszą uczestniczyć w każdym programie, który zaprojektują.
Gdyby program nie był dostatecznie ekscytujący i korzystny, by poświęcić
mu czas komisji, nie byłoby sensu narzucać go reszcie organizacji.
Opracowaliśmy model, który zawierał serię spotkań w niewielkich grupach,
na których każda z grup ustalała własny plan działania. Po co trzecim
spotkaniu zbierałaby się większa grupa kierownicza w celu wykładów i
dyskusji na temat określonych istotnych tematów. W momencie odbycia przez
grupę pierwszą (zarząd plus inni na poziomie wiceprezesów) sześciu do
ośmiu spotkań każdy członek grupy pierwotnej stawał się przewodniczącym
grupy na niższym poziomie organizacji. Tych dziesięć grup niższego
szczebla spotykałoby się następnie sześć do ośmiu razy w celu
przedyskutowania pozycji planu, który same przygotowały. Tymczasem sesje
wykładowe byłyby kontynuowane. Po każdej serii spotkań na danym poziomie
organizacji model byłby oceniany ponownie i albo zmieniany, albo
zastosowany na następnym niższym poziomie z poprzednimi członkami
stającymi się tym razem przewodniczącymi grup.
Moja rola w tym całym przedsięwzięciu polegała po pierwsze na pomocy
grupom w wynalezieniu pomysłu, po drugie na spotykaniu się z oryginalną
grupą w charakterze osoby poprawiającej efektywność. Po trzecie miałem
pełnić rolę źródła tematów, które miały być dyskutowane i wykorzystywane
przez wykładowców w seriach wykładów, oraz po czwarte miałem dorywczo
występować w roli wykładowcy wygłaszającego serię wykładów. W miarę
formowania się procedury moja rola podlegała stopniowej redukcji, mimo że
wciąż spotykałem się z zarządem, aby dokonać przeglądu ogólnej koncepcji.
W ciągu ostatnich miesięcy spotykam się okazyjnie z indywidualnymi
członkami oryginalnej grupy i z grupą jako taką. Moja funkcja podczas tych
spotkań polega na odgrywaniu roli płyty rezonansowej, przedstawianiu
poglądów nie reprezentowanych przez żadnego z członków grupy oraz
pomaganiu grupie w ocenie poziomu własnego funkcjonowania. Dzięki moim
staraniom grupa była w stanie spojrzeć z odpowiedniej perspektywy na
własny rozwój, była również w stanie określić, jakiej pomocy udzieliłem w
konkretnych przypadkach problemów interpersonalnych. Wyrazem rozwoju grupy
jest jej zdolność do decydowania, kiedy i jak skorzystać z mojej pomocy,
oraz do podejmowania tych decyzji właściwie z mojego punktu widzenia.
4.
WYCOFANIE SIĘ : OGRANICZENIE ZAANGAŻOWANIA W SYSTEM KLIENTA
Proces wycofania się charakteryzowały w moim doświadczeniu następujące
cechy:
(1)
ograniczone zaangażowanie było uzgodnione na podstawie wspólnej decyzji, a
nie jednostronnej decyzji konsultanta lub klienta;
(2)
zaangażowanie nie spadało z reguły do zera, ale było kontynuowane na
bardzo niskim poziomie;
(3) drzwi
zawsze pozostawały otwarte z mojego punktu widzenia dla przyszłej pracy z
klientami, jeśli klient sobie tego życzy.
W przypadku większości moich relacji konsultingowych nadchodził czas,
kiedy zaczynałem czuć, że nic już więcej nie może zostać osiągnięte albo
że członkowie organizacji klienta będą musieli spróbować kontynuować
określone działania sami. Aby ułatwić redukcję zaangażowania, zwykle
sprawdzam co kilka miesięcy, czy klient sądzi, że dotychczasowy schemat
współpracy powinien jeszcze zostać zachowany, czy nadszedł już czas, aby
go zmienić. W niektórych przypadkach to ja uznałem, że dość dużo zostało
już osiągnięte, ale okazywało się, że klient tak nie myśli i chce, aby
relacja dalej opierała się na zasadach spotkań raz na tydzień. Niekiedy
klienci zwracali się do mnie, tak jak w przypadku Apex Company, ze
stwierdzeniem, że moje dalsze uczestnictwo w spotkaniach operacyjnych
grupy nie było pożądane z ich punktu widzenia. Jak ujął to prezes,
zaczynałem brzmieć za bardzo jak stały bywalec, aby przynosić pożytek.
Postąpiłem zgodnie z jego decyzją i ograniczyłem moje zaangażowanie do
całodniowych spotkań grupy, chociaż inicjatywa, by mnie zapraszać,
należała całkowicie do grupy. Gdybym nie zgodził się z decyzją klienta,
prowadzilibyśmy negocjacje do momentu uzyskania porozumienia. Czasami
znajdowałem się w sytuacji, musiałem argumentować, że powinienem wciąż być
w pełni zaangażowany, nawet jeśli klient chciał ograniczyć moje
zaangażowanie, a w wielu z tych przypadków udawało mi się uzyskać zgodę
klienta.
Negocjacje wiążące się z redukcją zaangażowania są w
gruncie rzeczy dobrą okazją dla konsultanta do zdiagnozowania stanu rzeczy
w organizacji klienta. Rodzaj argumentów wysuwanych na poparcie
kontynuowania (lub zakończenia) zadania stwarza solidne podstawy do
stwierdzenia, jaka jest skala systemu wartości i wzrostu umiejętności.
Czytelnik musi myśleć, że skoro klient płaci za usługi, ma prawo
podejmować jednostronne decyzje o tym, czy kontynuować zatrudnienie
konsultanta czy nie. Moje zdanie na ten temat jest takie, że jeżeli proces
konsultingowy osiągnął swoje cele choć w połowie, między konsultantem a
klientem powinno istnieć zaufanie dostateczne do tego, aby byli oni w
stanie podjąć wspólną decyzję na rozsądnych podstawach. Ważne jest, aby
konsultant nie był uzależniony ekonomicznie od jednego klienta, ponieważ
jego zdolność diagnozowania zostanie zakłócona potrzebą otrzymywania
wynagrodzenia.
5.
MEMORANDUM NA TEMAT SYSTEMU KONTROLI
W trakcie pracy z Apex Company przygotowane zostało memorandum, które
następnie rozpowszechniono i przedyskutowano na spotkaniu.
DLACZEGO
AUDYTY WEWNĘTRZNE SĄ POSTRZEGANE JAKO NIEZBYT POMOCNE I SĄ ŹRÓDŁEM NAPIĘĆ
(1)
Rewidenci w większości przypadków czują się bardziej lojalni w stosunku do
grupy audytowej niż do organizacji; czasami mają tendencje do stawiania
siebie na zewnątrz organizacji. Menedżerowie z drugiej strony są bardziej
lojalni w stosunku do organizacji.
(2)
Rewidenci są zwykle nagradzani za znajdowanie błędów, mniej za pomaganie
ludziom w wykonywaniu ich pracy. Menedżerowie z kolei są nagradzani za
wykonywanie pracy, bez względu na to, czy coś było nie tak.
(3)
Rewidenci na ogół są (a) perfekcjonistami, (b) osobami
skupionymi na określonych problemach. Menedżerowie z kolei z reguły są
(a) dostarczycielami satysfakcji, a nie maksymalistami (szukają
zwykle zadań wykonalnych, a nie perfekcyjnych czy idealnych rozwiązań),
oraz (b) generalistami, koncentrującymi się na staraniach, by wiele
niedoskonałych elementów zadania działało w połączeniu; nie dążą raczej do
perfekcyjnego wykonania jednego tylko elementu zadania.
(4) Praca
rewidenta stwarza pokusę do oceny operacji liniowych i proponowania
rozwiązań. Menedżer z kolei chce opisowej informacji zwrotnej, a nie
oceny, aby zaprojektować własne rozwiązanie.
MOŻLIWE
DYSFUNKCJONALNE KONSEKWENCJE NAPIĘĆ MIĘDZY ORGANIZACJĄ LINIOWĄ A FUNKCJĄ
AUDYTOWANIA
(1)
Członkowie organizacji liniowej starają się lepiej wykonywać pracę,
szczególnie w dziedzinach sprawdzanych przez rewidenta, bez względu na to,
czy są one istotne dla misji organizacji czy nie.
(2)
Członkowie organizacji liniowej starają się ukryć problemy i
niedociągnięcia.
(3)
Kierownictwo ma tendencje do wykorzystywania informacji na temat swoich
podwładnych w sposób nieświadomie restrykcyjny; zadają natychmiastowe
pytania, które sprawiają, że pracownicy czują szefa na plecach, nawet w
momencie kiedy starają się naprawić problem.
(4)
Członkowie organizacji liniowej odczuwają pokusę zakłamywania i
zniekształcania informacji, aby uniknąć „przyłapania” i ukarania przez
szefa.
(5)
Szczegółowe informacje zgromadzone za pomocą audytu są zwykle podawane
dużo wyżej, w celu udostępnienia ich ludziom, którzy są zbyt daleko w
strukturze firmy, aby właściwie te informacje ocenić.
ZASADY
RADZENIA SOBIE Z AUDYTAMI
(1)
Angażowanie linii. Im bardziej organizacja liniowa jest aktywnie
zaangażowana w decyzje dotyczące tego, (a) które dziedziny działalności
mają zostać poddane audytowi, (b) w jaki sposób będą gromadzone informacje
i komu zostaną dostarczone, tym pożyteczniejsza i efektywniejsza będzie
funkcja audytu.
(2)
Raportowanie horyzontalne, a nie wertykalne. Im szerzej informacje
audytowe są udostępniane, najpierw człowiekowi, który ma problem
(raportowanie horyzontalne), następnie jego bezpośredniemu zwierzchnikowi
jedynie w przypadku, jeśli problem nie został usunięty, a potem na wyższe
poziomy albo linii, albo grupy audytowej, jeśli problem wciąż nie został
usunięty, tym bardziej prawdopodobna jest efektywność audytu (ponieważ
organizacje liniowe będą mniej motywowane do ukrywania lub zniekształcania
informacji i będą się mniej obawiały kary).
(3)
Nagradzanie za pomoc, a nie granie roli policjanta. Im bardziej
menedżerowie w grupie audytowej nagradzają podwładnych za pomoc (na
podstawie stwierdzenia, czy są traktowani jako pomocni przez linię) niż za
efektywne znajdowanie problemów, tym bardziej efektywna będzie
funkcja audytu. (Ludziom zajmującym się audytami zwykle brakuje wiedzy w
zakresie postępowania z informacjami audytowymi w sposób pożyteczny;
odpowiedni system nagradzania powinien rozpocząć się od szkolenia w
zakresie udzielania pomocy).
(4)
Pożyteczne informacje zwrotne. Im większe znaczenie mają informacje
zwrotne dla ważnych problemów operacyjnych, dostarczane na czas
wkrótce po wykryciu problemu oraz opisowe raczej, a nie oceniające,
tym bardziej są pożyteczne dla organizacji liniowej.
[1]
E. H. Schein: Process consultation: Its role in organization
development (Reading, Massachussetts, Addison-Wesley, 1969).
Przedrukowane dzięki uprzejmości autora i wydawcy. Patrz również idem:
Process consultation, tom II: Lessons for managers and
consultants (Reading, Massachussetts, Addison-Wesley, 1987).
[2]
Procedura ta została zauważona przez Edgara Scheina dzięki R.
Beckhardowi. Patrz również: R. Beckhard:
Organization development: Strategies and models (Reading,
Massachussets, Addison-Wesley, 1969).
|