13.7. ZARZĄDZANIE FINANSOWE W WARUNKACH INFLACJI
W połowie lat dziewięćdziesiątych inflacja nie
stanowiła poważnego problemu w żadnym z ważniejszych krajów
uprzemysłowionych. W krajach Europy Zachodniej oraz Ameryce Północnej i
Japonii stopa wzrostu cen producenta i cen konsumenta wynosiła poniżej 5
procent rocznie, a w takiej sytuacji inflacja może być pominięta podczas
podejmowania decyzji biznesowych bez katastrofalnych konsekwencji.
Jednakże firmy, które działają w innych częściach świata, muszą
potraktować inflację bardziej poważnie, szczególnie jeśli przewidują
inwestycje kapitałowe w takich regionach. W wielu częściach Ameryki
Łacińskiej (i krajach byłego Związku Radzieckiego) stopa eskalacji cenowej
sięga hiperinflacji, a niewielu menedżerów w pełni wie, jak potraktować
przewidywaną inflację w kontekście planów i budżetu.
KSIĘGOWANIE INFLACJI
Aspektem inflacji najszerzej dyskutowanym w kręgach
biznesu jest jej wpływ na zgłaszane dochody. Księgowość konwencjonalna
dopuszcza jedynie początkową wartość zakupu środków trwałych i zapasów,
które mają być wykorzystane do obliczania dochodów przedsiębiorstwa. Kwota
zysków jest w ten sposób poważnie zawyżona, jako że kalkulacja zysków nie
uwzględniła uzupełniania zapasów lub uzupełniania środków trwałych w miarę
ich zużycia. Na ten temat odbyła się powszechna debata dotycząca
wprowadzenia nowych zasad księgowania, które pozwalałyby na „korektę
inflacyjną" i prowadziły w ten sposób do generowania niższej, lecz
bardziej realistycznej kwoty dochodów.
Dyskusja na temat „księgowania inflacji" koncentrowała
się zwłaszcza na metodzie nanoszenia korekty. Wszystkie proponowane
systemy próbują zapewnić wykorzystanie bardziej realnych wartości
aktualnych aktywów w miejsce wartości początkowych (historycznych), różnią
się jednak pod względem metod.
Jedno podejście, tzw. metoda „kosztów zastępczych" lub
„kosztów bieżących", opiera się na konieczności ustalenia obecnej ceny
rynkowej sprzętu podobnego do tego, który jest używany w firmie, i
wykorzystaniu tej bieżącej ceny rynkowej jako podstawy amortyzacji.
Metoda alternatywna – „wskaźnik korekty" lub „bieżąca
zdolność nabywcza" – zachowuje historyczną cenę zakupu jako podstawę
kalkulacji, mnoży jednak tę cenę historyczną każdego roku przez czynnik
uzyskany z wskaźnika inflacji w celu uzyskania nowej podstawy amortyzacji.
Pierwsza metoda jest zdecydowanie bardziej dokładna,
ale kosztowna i kłopotliwa pod względem administracyjnym. Druga metoda
daje wyniki przybliżone, jest jednak dużo łatwiejsza do zastosowania.
Do dnia dzisiejszego debata na temat „księgowania inflacji" jest bezowocna
z trzech następujących powodów:
-
księgowi nie są w stanie uzgodnić, która metoda korekty
powinna być stosowana;
-
niektórzy księgowi w ogóle nie akceptują żadnej formy
korekty inflacyjnej, wierząc, że system tego typu przekształciłby
księgowość w proces wysoce arbitralny i niedokładny;
-
bardzo nieliczne władze podatkowe akceptują korektę
inflacyjną do określania zobowiązań podatkowych korporacji, a do momentu
zaakceptowania tego działania dla celów podatkowych nie wydaje się, aby
wiele firm chciało przyjąć je jako podstawową metodę sporządzania
raportów.
OPERACJE FINANSOWE W WARUNKACH INFLACJI
Udane zarządzanie w warunkach wysokiej inflacji nie
jest jedynie kwestią zmiany procedur księgowania. Należy podjąć również
pewne praktyczne kroki operacyjne. Konsultant może tu służyć klientowi
pomocą w wielu następujących dziedzinach:
-
opracowania prognoz stopy inflacji za pomocą
pierwotnej analizy na podstawie agregatów monetarnych lub za pomocą
łączenia prognoz dostępnych od instytucji rządowych i finansowych;
-
inkorporacji oczekiwań inflacyjnych do procedur
planowania strategicznego stosowanych w firmie;
-
modyfikacji procedur analizy inwestycji kapitałowych z
systematycznym uwzględnieniem przewidywań inflacyjnych, szczególnie
różnic inflacyjnych, kiedy np. spodziewany wzrost płac ma być szybszy
niż wzrost cen sprzedaży;
-
przeglądu procedur zarządzania kapitałem inwestycyjnym
przy uznaniu zwiększonej potrzeby przyspieszenia konwersji środków
finansowych i minimalizacji bezproduktywnych bilansów gotówkowych w
warunkach inflacji;
-
uznania ścisłej zależności między stopą inflacji a stopą
procentową oraz przewidywania prawdopodobnych zmian stopy procentowej w
planowaniu struktury kapitałowej przedsiębiorstwa;
-
uznania ścisłej zależności między stopą inflacji a
zmianami wartości walut na rynkach wymiany walut, prowadzącymi do
wzrostu znaczenia zarządzania walutą zagraniczną.
Mimo iż w czasie pisania tej książki stopy inflacji
spadły w większości krajów Organizacji Współpracy i Rozwoju Gospodarczego,
dziedzina ta wciąż pozostanie źródłem niepewności i zainteresowania w
nadchodzących latach. Wielu menedżerów nadal ma trudności z logicznym
myśleniem o inflacji i jej efektach i próbuje ją zignorować – z miernym
skutkiem. Wymogi edukacyjne w tej dziedzinie stanowią jedno z największych
współczesnych wyzwań dla konsultanta finansowego.
|
13.8. OPERACJE MIĘDZYNARODOWE I WYKORZYSTANIE
ZEWNĘTRZNYCH RYNKÓW FINANSOWYCH
W przypadku gdy firma prowadzi jakiekolwiek operacje
międzynarodowe, sprzedając swoje produkty i usługi zagranicą czy też
kupując część swoich materiałów od zagranicznych dostawców, pojawia się
sporo istotnych dodatkowych komplikacji. Wiele kwestii z tego wynikających
nie jest znanych menedżerom korporacyjnym. Dziedzina finansów
międzynarodowych jest więc otwarta dla doświadczonych konsultantów.
Najistotniejsze kwestie pojawiające się w tej
dziedzinie można podzielić na trzy grupy:
-
określanie ryzyka kursu walutowego;
-
techniki i decyzje zabezpieczające;
-
wykorzystanie zewnętrznej gotówki i rynków
kapitałowych.
OKREŚLENIE RYZYKA KURSU WALUTOWEGO
Bardzo niewiele firm prowadzących działalność
międzynarodową może wystawiać faktury na swoje produkty oraz nabywać
importowane dobra całkowicie za własną walutę krajową. W momencie
wystawienia faktury na sprzedaż w obcej walucie lub decyzji firmy o
zakupie przedmiotów wycenionych w obcej walucie firma ponosi ryzyko
związane z kursem walutowym. Wiele firm nie jest w stanie określić zasięgu
wpływów tego ryzyka i jest to kolejna okazja dla konsultanta do udzielenia
pomocy. Brak zrozumienia w przypadku większości firm wynika z faktu, że
istnieją trzy różne rodzaje ryzyka kursu walutowego. Konsultant musi
zrozumieć je wszystkie i umieć pomóc klientowi w rozpoznaniu ich,
określeniu stopnia ich ważności i podjęciu właściwej decyzji w ich
kwestii.
Wiele międzynarodowych firm, przede wszystkim tych,
których centrale znajdują się na terenie Stanów Zjednoczonych, naraża się
na ryzyko przeliczania: jest to ryzyko zysku lub straty w momencie, kiedy
aktywa, zobowiązania lub dochody oddziału firmy są przeliczane z waluty
zagranicznej, w której prowadzone są księgi rachunkowe oddziału, na walutę
rodzimą (dolary amerykańskie). Straty te są „realne", jako że wpływają one
na ogólne księgowane zyski i straty firmy-matki lub na podatek dochodowy.
Z innego punktu widzenia są one jednak „nierealne", jako że mają źródło w
konkretnej konwencji księgowania, a zmiana podstawy księgowania na inną
może zmienić przeliczanie „strat" w przeliczanie „zysków". Konsultant musi
znać się na zasadach obowiązujących obecnie w systemie podatkowym kraju
klienta oraz na stopniu swobody dopuszczanym przez te zasady. W
przypadkach gdy regulacje nie pozostawiają żadnej swobody manewru,
konieczne może okazać się poradzenie klientowi zmiany wartości nominalnej
waluty jego zobowiązań w celu zminimalizowania ryzyka przeliczania.
Ryzyko transakcji jest prostsze do zrozumienia i dotyka
wszystkich firm, które prowadzą międzynarodową działalność handlową.
Jeżeli firma decyduje się na przeprowadzenie transakcji – sprzedaży lub
kupna, której wartość nominalna określana jest w obcej walucie – istnieje
ryzyko zysku lub straty, jeżeli wartość tej waluty ulegnie zmianie w
stosunku do waluty rodzimej danej firmy. Jeżeli szwajcarska firma
dostarcza farmaceutyki dla brytyjskiego kupca, udzielając kredytu na 90
dni i wystawiając fakturę w funtach szterlingach, poniesie ona stratę, gdy
wartość funta spadnie w stosunku do franka szwajcarskiego w ciągu tych 90
dni: sprzedający otrzyma jedynie uzgodnioną kwotę w funtach, a za funty te
będzie wtedy można kupić mniej franków. Przepływ środków pieniężnych w
walucie rodzimej eksportera zostaje zredukowany, a strata w tym przypadku
jest realna. Konsultant nie musi prawdopodobnie zajmować się tym typem
ryzyka: większość firm zdaje sobie sprawę z ryzyka kursu walutowego i jego
wpływu na transakcje międzynarodowe.
Trzeci rodzaj ryzyka, określany jako ryzyko
ekonomiczne, jest dużo bardziej skomplikowany. Dotyczy on ryzyka kursu
walutowego w odniesieniu do ogólnej długoterminowej rentowności firmy, a
nie jedynie ryzyka jej bieżących transakcji. Załóżmy na przykład, że
szwajcarski eksporter sprzedaje zegarki dystrybutorowi w Stanach
Zjednoczonych i że wartość dolara w stosunku do franka szwajcarskiego
gwałtownie spada. Natychmiastowym efektem będzie zanotowana strata, jeżeli
nie dokonano jeszcze płatności za fakturę wystawioną w dolarach na ostatni
transport zegarków. Efekt długoterminowy jest dużo poważniejszy: producent
szwajcarski musi podjąć decyzję albo o utrzymaniu tej samej ceny w
dolarach, co będzie oznaczać mniej franków za każdy sprzedany zegarek, lub
zdecydować się utrzymać stałą cenę w frankach szwajcarskich, co oznacza
podniesienie ceny sprzedaży w dolarach, prawdopodobnie straty w sprzedaży
i udziale w rynku oraz oddanie klienta konkurencji z Japonii i innych
tańszych krajów. Istnieje tu jasna potrzeba porady profesjonalnej.
Wydaje się dziwne, kiedy przypomnimy sobie, że podczas
przygotowywania wcześniejszych edycji tej książki rozmiar rynku walutowego
nie był znany. Najlepsze szacunki sugerowały, że całość transakcji na
rynkach wymiany walutowej sięga prawdopodobnie 200 miliardów dolarów na
dzień roboczy. Pierwszy systematyczny pomiar rynku (dokonany przez Bank
Rozliczeń Międzynarodowych) został przeprowadzony w roku 1989, a jego
wyniki opublikowano w 1990. Wskazywał on na rozmiar transakcji w wysokości
650 miliardów dolarów dziennie. Do roku 1993 rynek ten zwiększył się
jeszcze, dochodząc do 1 biliona dolarów dziennie. Te zdumiewające liczby
oznaczają, że całość transakcji walutowych w ciągu roku stanowi w tej
chwili dziesięciokrotność rozmiarów ogólnego światowego handlu produktami
i usługami. Powstaje pytanie, czy centralne banki światowe – nawet
współpracując ze sobą – są w stanie skutecznie kontrolować te rynki.
Waga zrozumienia ryzyka kursu walutowego i umiejętności
zarządzania nim stała się jeszcze bardziej jasna we wrześniu 1992. Podczas
poprzednich 18 miesięcy pojawiało się coraz więcej powodów ku temu, aby
uwierzyć, że przynajmniej w Europie Zachodniej zmienność kursu walutowego
można przestać brać pod uwagę: portugalskie escudo i funt dołączyły do
Europejskiego Systemu Monetarnego, a korona szwedzka i marka fińska
zostały przyłączone do ECU. Wydawało się, że zarówno aktualni, jak i
przyszli członkowie Wspólnoty Europejskiej zmierzają gwałtownie w stronę
unifikacji waluty. Wydawało się, że potrzeba zarządzania walutą straci
znaczenie.
Fala spekulacji wywołana przez duńskie referendum
dramatycznie zmieniła naturę rynków walutowych. W ciągu kilku dni lir i
funt odeszły z ERM, peseta hiszpańska została zdewaluowana wewnątrz
mechanizmu, korona szwedzka i marka fińska odłączyły się od ECU, a frank
francuski zaczął spadać. Chwiejność rynku walutowego utrzymywała się przez
ponad rok. Lekcja była jasna. Rynek walut jest nieprzewidywalny, a jego
rozmiary uniemożliwiają skutecznie zarządzanie. Firmy nie mogą więc sobie
pozwolić na ignorancję lub niewiedzę w stosunku do wpływu kursu walutowego
na ich działalność.
TECHNIKI I DECYZJE ZABEZPIECZAJĄCE
Jeżeli udało się ustalić ryzyko kursu walutowego,
następnym krokiem jest podjęcie decyzji, w jaki sposób się przed tym
ryzykiem zabezpieczyć? Wiele firm zwraca się o poradę do swoich banków
komercyjnych. Menedżer lokalnego banku nie ma jednak doświadczenia w
zarządzaniu wymianą walut ani też nie przeszedł odpowiednich szkoleń w tej
dziedzinie. Dlatego jego porady będą zwykle bardzo konserwatywne. Wielu
bankowców powie swoim klientom: „Pana firma zajmuje się wytwarzaniem i
sprzedawaniem produktów, a nie spekulowaniem na rynku wymiany walutowej.
Dlatego powinien pan ograniczyć ryzyko kursu walutowego, sprzedając lub
kupując obcą walutę na rynku terminowym."
Każdy konsultant pracujący w tej dziedzinie powinien
zdać sobie sprawę, że jest to niezwykle uproszczona odpowiedź na bardzo
skomplikowany problem. Polityka stosowania 100 procent zahamowania poprzez
transakcje na rynku terminowym opiera się co prawda na znanym kursie
walutowym, jednak nie jest to koniecznie kurs korzystny. Korzystanie z
rynku terminowego może w zasadzie być traktowane jako spekulacja lub
utrzymywanie ryzyka kursu walutowego: obie polityki w końcu doprowadzą do
zysku lub straty, zależnie od relacji między ceną w transakcji terminowej
a ceną loco w dniu realizacji transakcji. Należy wystrzegać się
podręczników oferujących nonsensowne formuły, które rzekomo pozwalają
skalkulować „koszty" zabezpieczenia w momencie dokonywania transakcji:
koszt może być obliczony jedynie retrospektywnie w momencie, kiedy znana
jest już końcowa cena loco.
Najistotniejszą usługą, jaką konsultant może oferować w
tej dziedzinie, jest pokazanie klientowi, że nie istnieją żadne proste
złote zasady czy magiczne formuły, a operacje wymiany walutowej wymagają
systematycznych analiz i procesów decyzyjnych. Należy przedsięwziąć
następujące kroki:
-
Określić ogólne ryzyko kursu walutowego i rozróżnić jego
rodzaje zgodnie z powyższym opisem.
-
Ocenić te wpływy w świetle najlepszych osiągalnych
prognoz i oczekiwań dotyczących wahań ceny walut oraz zadecydować, czy
istnieją jeszcze wpływy mogące doprowadzić do strat. Jeżeli tak, należy
rozważyć techniki zabezpieczające. Dla większości firm najbardziej
praktycznym rozwiązaniem będzie hamowanie wpływu na bieżąco.
-
Rozważyć możliwość zabezpieczenia wpływów środkami
operacyjnymi, a nie finansowymi. Firma, która regularnie eksportuje
produkty do Włoch i wystawia na tę sprzedaż faktury w lirach, może
zahamować ten wpływ poprzez zakupienie niektórych surowców u włoskich
dostawców. Inną metodą, szczególnie pożyteczną dla dużych
międzynarodowych firm o wysokim poziomie transakcji wewnątrzgrupowych,
jest „wyprzedzanie i opóźnianie": zamierzone przyspieszanie niektórych
płatności i opóźnianie innych w celu wyciągnięcia korzyści z
oczekiwanych wahań kursu walutowego.
-
Zastanowić się, czy można wykorzystać jakąś formę
operacji finansowej, jeśli zabezpieczenie operacyjne nie jest możliwe.
Pojawi się wówczas pytanie, czy ryzyko jest aż tak poważne, że wymaga
100 procent zahamowania czy dopuszczalne jest częściowe zabezpieczenie.
Usługi specjalistyczne dostarczające prognoz kursu walutowego są zwykle
w stanie udzielić porady również w tej kwestii.
-
Uzyskać od banku najlepszy możliwy kurs dla „terminowej"
transakcji i porównać go z oczekiwaniami zarządu odnośnie do kwestii, co
stanie się z ceną loco. Firma brytyjska na przykład nie ma pokrycia w
frankach francuskich i potrwa to jeszcze 90 dni. Kurs kasowy ma wynosić
na przykład 1 funt = 7,80 franków francuskich, a bank szacuje kurs z
dziewięćdziesięciodniowym wyprzedzeniem na 1 funt = 8,20 franków
francuskich. Pytanie nie brzmi teraz, czy frank francuski spadnie, ale
czy cena loco za 90 dni spadnie poniżej 8,20. Jeżeli cena ta ma spaść,
wtedy należy zahamować wpływ transakcji. Jeżeli cena ma spaść, ale
jedynie do powiedzmy 8,10, wtedy taniej będzie nie hamować wpływu
transakcji.
-
Skorzystać z możliwości, jakie stwarzają rynki
pieniężne. Konsultant zorientuje się, że wiele przedsiębiorstw klienta,
łącznie z firmami, które regularnie wykorzystują rynek terminowy dla
celów zabezpieczania i uważają się za wyspecjalizowane w tej dziedzinie,
nie zdaje sobie sprawy z możliwości osiągnięcia tych samych rezultatów
na rynkach pieniężnych. Na przykład firma, która mieści się w
Szwajcarii, ale regularnie sprzedaje do Wielkiej Brytanii i wystawia
faktury w funtach szterlingach, równie regularnie będzie podlegać
„długim" wpływom funta. Zamiast zabezpieczać takie wpływy poprzez
terminowe sprzedawanie funtów, firma mogłaby pożyczyć funty na
londyńskim rynku pieniężnym, kupić za nie franki szwajcarskie i
wykorzystać te franki na użytek kapitału inwestycyjnego. Pożyczka funtów
tworzy zobowiązania w szterlingach, które kompensują długą pozycję
szterlinga wynikającą z eksportu. Konsultant powinien nauczyć klienta
porównywać koszty takiej operacji i konwencjonalnego zabezpieczania i
wyjaśnić, że wygenerowana lokalna waluta (w tym przypadku franki
szwajcarskie) może być wykorzystana do spłacenia istniejącego debetu lub
kredytu linii, a oszczędności z odsetek mogą okazać się wystarczające,
aby uczynić z tego długoterminową formę zabezpieczania.
-
Skorzystać z opcji walutowej. Od roku 1982 obserwowano
rozwój innego podejścia do zabezpieczania kursu walutowego w formie
opcji walutowej. Aktywny handel opcjami walutowymi rozpoczął się na
giełdzie w Filadelfii i staje się coraz bardziej popularny. Inne giełdy
(Chicago, Londyn) oferują podobne możliwości, a ważniejsze banki
sprzedają tego typu opcje na zasadach dostosowanych do potrzeb klienta.
Opcja różni się zasadniczo od wszystkich innych form zabezpieczania,
ponieważ jej wykorzystanie jest rzeczywiście „opcjonalne": prawo do
kupowania i sprzedawania waluty za ustaloną cenę, jeżeli posiadacz opcji
tak zdecyduje. Nie ma obowiązku realizacji opcji, jeżeli nie jest to
korzystne. Podejście to umożliwia ochronę przed gwałtownymi
niekorzystnymi wahaniami kursu, łącznie z szansą wygenerowania zysku,
jeżeli wahania następują w dobrym kierunku. Wycena opcji jest sprawą
bardzo skomplikowaną, a konkretne rynki mają w tej kwestii swoje własne
procedury i żargon.
-
Skorzystać z innych dodatkowych instrumentów. Sama forma
opcji nie jest zbyt zrozumiała dla wielu dyrektorów finansowych, którzy
uważają, że jest to egzotyczne narzędzie przydatne jedynie dla
„zwariowanych naukowców" z wysokimi stopniami naukowymi w dziedzinie
matematyki. Jest to podejście o tyle niefortunne, że opcja podstawowa
jest obecnie uzupełniana bardziej specjalistycznymi pochodnymi, takimi
jak „podwójna opcja", opcja „średniego kursu", opcja „eksplodująca" lub
opcja „złożona".
Brak miejsca nie pozwala nam na analizę wszystkich tych
nowych instrumentów; opiszemy jeden z nich, aby zademonstrować szczególne
cechy, jakie oferuje. Wiele firm zajmuje się regularnym eksportowaniem
swoich produktów do zagranicznych kupców. Na przykład brytyjska firma
eksportuje miesięczne kontyngenty do kupca w Niemczech i wystawia faktury
w markach niemieckich. Kurs wymiany funta i marki waha się. W miesiącach
kiedy marka jest silna, firma generuje dodatkowy zysk w funtach, a w
miesiącach kiedy pozycja funta umacnia się w stosunku do marki, firma
traci. Lecz ogólny zysk firmy na koniec roku nie będzie zależał od kursu
walutowego w żadnym konkretnym momencie, ale od przeciętnego kursu wymiany
marki i funta w ciągu roku. Opracowanie formy opcji walutowej na podstawie
średniego kursu pozwala firmie zabezpieczyć realne wpływy kursu; w
porównaniu z wariantem zabezpieczania opcjami każdej pojedynczej dostawy
oszczędność wynosi około 40 procent.
Tutaj po raz kolejny pojawia się okazja dla konsultanta. Klient potrzebuje
zapewnienia, że opcje i inne najnowsze pochodne instrumenty finansowe są
zarówno właściwe (nawet dla małych firm), jak i dostępne. Ale nawet jeśli
klient przyjmie do wiadomości pożytek płynący z tego typu technik, tempo
rozwoju jest tak wysokie, że będzie miał trudności z rozumieniem tych
zagadnień na bieżąco. Istnieje tu potrzeba stałej pomocy ze strony
konsultanta.
WYKORZYSTANIE ZEWNĘTRZNYCH PIENIĘDZY I RYNKÓW
KAPITAŁOWYCH
Mniejsze firmy w sposób naturalny szukają banków
komercyjnych w ich własnych krajach jako źródła funduszy zewnętrznych. W
miarę rozwoju tych firm pojawia się możliwość wykorzystania zewnętrznych
rynków finansowych. Zarząd korporacji początkowo będzie dysponował
niewielką wiedzę na temat tego typu rynków i prawdopodobnie będzie uważał
je za coś abstrakcyjnego, może niebezpiecznego i dostępnego tylko dla
międzynarodowych gigantów. Jest to kolejna dziedzina, w której rola
konsultanta ograniczy się początkowo do edukacji.
Konsultant powinien zwrócić uwagę klienta, że istnieje
wiele międzynarodowych rynków finansowych: rynek eurowaluty (nazywany
czasami rynkiem eurodolara, mimo że segment dolarowy jest tylko jego
częścią), rynek euroobligacji i kilka „rynków obligacji zagranicznych" w
różnych centrach finansowych, szczególnie w Nowym Jorku, Londynie, w
Szwajcarii i Niemczech oraz Tokio. Rynki obligacji międzynarodowych
przeznaczone są przede wszystkim dla „wysokiej jakości" pożyczkobiorców,
więc firma relatywnie mała może mieć problemy z dostępem. Jednakże rynki
eurowaluty, mimo ich możliwości udzielenia pojedynczej pożyczki na
transakcję w wysokości 5 miliardów dolarów lub więcej na podstawie
„syndykatu", są otwarte dla firm średnich rozmiarów jako źródło pożyczek i
jako sposób tymczasowej inwestycji dla gotówki korporacyjnej, która będzie
później potrzebna na użytek kapitału inwestycyjnego.
Zarząd korporacji będzie zapewne zdziwiony, że banki
operujące na eurorynku mogą często płacić wyższe odsetki od zdeponowanych
funduszy niż banki lokalne, a jednocześnie, że odsetki od udzielanych
pożyczek są niższe. Konsultant wyjaśni, że jest to całkowicie logiczny
rezultat faktu, iż struktura kosztów eurobanków różni się zasadniczo od
struktury kosztów banków lokalnych, a najistotniejsza różnica polega na
braku wymogu rezerw dla depozytów. Niższe koszty operacyjne pozwalają
eurobankom pracować na mniejszym „zakresie" między kosztami pożyczania i
udzielania pożyczek, niż dzieje się to w przypadku banków lokalnych, a ich
klienci czerpią z tego odpowiednie korzyści.
Niemniej jednak jest to dziedzina bardzo złożona, a
konsultant będzie musiał zapoznać klienta z ogromną liczbą nowych terminów
i procedur. W przypadku pożyczek eurowaluty dosłownie wszystkie pożyczki
mają „kurs płynny", a stopy procentowe nie są stałe, ale oparte na stopie
podstawowej takiej, jak na przykład LIBOR (londyńska międzybankowa stopa
procentowa od pożyczek i wkładów krótkoterminowych) będącej hurtowym
kosztem pieniądza na rynku międzybankowym. Procedury ustalania „waluty"
spłaty są skomplikowane i mogą wpłynąć na ogólne koszty oprocentowania. I
w końcu, mimo że większość instytucji finansowych działających na tych
rynkach cechuje najwyższa jakość, kilka z nich jest nieco gorszych.
Konsultant musi się wiele w tej dziedzinie nauczyć. Dla jego usług
profesjonalnych może stać się to bardzo rozwojową dziedziną, jeżeli tylko
zdobędzie wiedzę na temat owych fascynujących rynków.
|